Magdalena Knedler ''Klamki i dzwonki''

19:52:00 donka reads 0 Komentarzy



Eliza Ostaszewska jest zagubioną, samotną kobietą. Utrzymuje się z pracy w bibliotece oraz udzielania korepetycji. Wydaje się, że lubi swoje totalnie odizolowane od reszty świata życie. Tomik wierszy, koc i ciepła herbata wydaje się być najlepszym co może ją spotkać. Spokojne życie Elizy pewnego dnia przerywa niespodziewany telefon, który łączy teraźniejszość z przeszłością... a nawet i z przyszłością.


Jak się okazuje- telefon jest od byłej przyjaciółki, która jest śmiertelnie chora. Postanawia jednak poszukać u Elizy pomocy i powierzyć jej opiekę nad swoją córką. Wyobraźcie sobie nieład, który zapanował w tak spokojnym życiu naszej bohaterki. Ktoś zapyta dlaczego Helena Bukowska jest byłą przyjaciółką? Oczywiście poszło o faceta. Nie będę zdradzać wielu szczegółów gdyż nic tym nie wniosę a tylko zepsuję Wam czytanie.

Bohaterowie w powieści wykreowani są wyjątkowo dobrze. Czujemy ich autentyczność na każdym kroku. Są to bohaterowie realni, z prawdziwymi problemami, troskami i uczuciami. Akcja powieści była jednak dla mnie zbyt szałaputna. Lubię powieści, w których  poznajemy historię z perspektyw wielu bohaterów. Tutaj jednak ten zabieg okazał się dla mnie minusem. Nie dało mi to możliwości "przywiązania się" i dokładnego "poznania" postaci. Czasami lepiej poznać jedną osobę bardzo dobrze, niż wiele ale kiepsko.

Przeszłość nieustannie nawiązywała do teraźniejszości. Szkolne miłości odnajdywały się w innej scenerii niż korytarz liceum i potwierdzały stwierdzenie, że "stara miłość nie rdzewieje". Chemia, która istniała kilkanaście lat wcześniej pomiędzy Elizą a Albertem Dębskim wyczuwalna jest już od momentu ich ponownego spotkania. Muszę przyznać, że bardzo polubiłam postać Alberta.

Poznaliśmy ból, cierpienie, moc przebaczenia, prawdziwej przyjaźni i starej miłości. Wszystkiego tego było w książce jednak troszkę za dużo i w ostateczności zamierzony wynik nie został osiągnięty. Książka mnie nie wzruszyła, nie przywiązałam się do bohaterów i w zasadzie niczego też mnie nie nauczyła. Miła powieść obyczajowa na nudne, jesienno-zimowe popołudnia, ale na tym niestety koniec. Troszkę szkoda, bo liczyłam na historię, która wstrząśnie moim sercem, zwłaszcza, że zostały poruszone tematy - nie oszukujmy się- zmuszające do łez. Utrata miłości, utrata matki, walka z rakiem, walka z samotnością, z własnymi słabościami.

Potencjał historii nie został wykorzystany, a wielka szkoda!

Za możliwość przeczytania dziękuję księgarni internetowej PanTomasz.pl



Zobacz również:

0 komentarze:

Popularne Posty