Recenzyjny czwartek- Sarah Jio "Marcowe fiołki"

22:19:00 donka reads 4 Komentarzy


Po kolejną książkę Sarah Jio sięgnęłam przez kochaną księgarnię internetową znak.com.pl, gdyż co chwila wabią mnie promocjami. Kiedy mogłam zakupić 3 książki za niecałe 30 zł stwierdziłam, że postawię na tą właśnie autorkę, gdyż nasłuchałam się wielu pozytywów. Tak w moje ręce wpadły "Marcowe fiołki".
Książka, tak jak i poprzednia, którą czytałam ("Jeżynowa zima") ma bardzo przemyślaną fabułę. Mam już za sobą 3 dzieła tej autorki i mogę śmiało stwierdzić, iż jest ona bardzo uzdolnioną pisarką. Historie jej bohaterów mieszają się nieustannie z wydarzeniami z przeszłości.
Tak samo było i w tym przypadku. Emily po wyjeździe do ciotki znajduje pamiętnik swojej, jak się okazuje babci. Nieustannie dostrzega w nim podobieństwo do swojego życia, swoich problemów. Utożsamia się z autorką pamiętnika i pragnie rozwiązać jej problemy z przeszłości tak mocno, jak gdyby chodziło o nią samą.

Cała akcja książki rozgrywa się pomiędzy dwoma miejscami. Miastem Seattle, w którym mieszka główna bohaterka ( jak i autorka książki. Po 3 pozycjach, śmiało mogę stwierdzić, że Sarah Jio uwielbia miejsce, w którym mieszka).  Tam rozwodzi się z mężem i szukając spokoju wyjeżdża do ciotki na wyspę Bainbrigde.
Klimat tego miejsca jest cudownie opisany. Morze, wiatr, zapach soli. Wszystko to jest tak realistyczne, że faktycznie można go poczuć na żywo.
Co było fajne w tych opisach?
Nie były one bardzo długie a co ważniejsze- nudzące. Często mam tak, że po prostu jestem wykończona opisem kołyszącego się listka na wietrze, który obejmuje 3 strony.  Tutaj wszystko było stonowane, a czytelnik pragnął dowiedzieć się o tym miejscu więcej i więcej.


Każdy bohater przypadł mi do gustu. Pokochałam Elliota i Esther za ich ognistą miłość,która jest chyba marzeniem każdej kobiety już od dziecka. Oddali sobie serce na zawsze, pomimo bólu jaki im przynosił.
Ich uczucie trwało krótkie i nie mogło się dopełnić,jednak ich miłość nie była mniej ważna od innej.
Pokochałam Jacka i Emily, których życie nie rozpieszczało. Oboje mieli złamane serce i wyspa pozwoliła im ukoić ból.
Oczywiście ukochana postać Evelyn dzięki której uśmiech pojawiał się na twarzy nie raz i nie dwa. Pomimo choroby była wielką optymistką, czerpała radość z życia, a co najważniejsze przekazywała tą radość osobą, z którymi przebywała. W jej towarzystwie nie da się mieć złego humoru !

Podsumowując powiem, że jest to bardzo dobra książka. Mnie jednak rozczarowała zakończeniem. Mam nadzieję, że dacie znać, czy Was również !?
Podobała mi się nieco mniej niż "Jeżynowa zima" ale to już kwestia gustu.




Zobacz również:

4 komentarze:

  1. Dobrze Ci idzie kochana! Zachęciłaś mnie bym wydał kasę na tą książkę gdy ją zobaczę! Super,super! Dodaje do obserwowanych i czekam na więcej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję, dziękuję! :)

      Usuń
  2. Świetna recenzja :)
    Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce..
    momentofdreamsheart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję :) Cieszę się więc, że dzięki mnie mogłaś o niej usłyszeć :))

    OdpowiedzUsuń

Popularne Posty